Obchody 75. rocznicy Zbrodni Wołyńskiej - Towarzystwo Miłośników Lwowa i Kresów Południowo - Wschodnich Oddział w Jarosławiu

Idź do spisu treści

Menu główne:

Poziom 1

Obchody 75. rocznicy Zbrodni Wołyńskiej
Obchody 75. rocznicy ludobójstwa dokonanego przez ukraińskich nacjonalistów spod znaku OUN - UPA rozłożone zostały na dwa dni. 19 czerwca zorganizowaliśmy dzięki wsparciu Burmistrza Miasta Jarosławia sesję popularnonaukową dla młodzieży pt. "Nie o zemstę, lecz o pamięć wołają ofiary". Wśród prelegentów znaleźli się: Krzesimir Dębski, którego rodzina została zamordowana przez banderowców w Kisielinie na Wołyniu, Artur Dobrucki - potomek rodów Dobruckich i Derenowskich, których członkowie padli ofiarą ukraińskich nacjonalistów w powiecie kopyczynieckim, dr Tomasz Bereza z rzeszowskiego oddziału IPN - z referatem poświęconym zbrodniom dokonanym w powiecie jarosławskim oraz Maciej Wojciechowski - reżyser filmu dokumentalnego pt. "Było sobie miasteczko" opowiadającego o zagładzie Kisielina.
Sesję otworzył dr Dariusz Tracz - zastępca Burmistrza Miasta Jarosławia. 
Krzesimir Dębski w swoim wystąpieniu przybliżył uczestnikom sesji przyczyny ludobójstwa, rozprawiając się m.in. z mitem o krzywdach, jakich doznała ruska ludność Kresów od "polskich panów", leżących wg niektórych u podstaw ukraińskiego ludobójstwa. 
Po południu w Sali Lustrzanej CKiP odbyło się drugie spotkanie z Krzesimirem Dębskim oraz Maciejem Wojciechowskim - zorganizowane wspólnie z Akademią Trzeciego Wieku.
20 czerwca o godz. 12.00 na Starym Cmentarzu przy pomniku upamiętniającym ofiary OUN - UPA odbyły się miejskie obchody 75. rocznicy rzezi wołyńskiej. Współorganizatorami tej uroczystości był Burmistrz Miasta Jarosławia, Centrum Kultury i Promocji w Jarosławiu oraz nasz Oddział.
Po wystąpieniu dr Dariusza Tracza głos zabrał Artur Dobrucki, którego treść wystąpienia znajduje się poniżej:
Szanowni Zebrani!
Od kilku lat staję pod tym pomnikiem spełniając swoją obywatelską powinność, przypominając o naszych zamordowanych przodkach, krewnych, znanych nam i nieznanych Polakach. 
To przypomnienie jest trudne, niełatwo jest rozpamiętywać straszliwe zbrodnie jakich dopuszczali się na - bezbronnych przeważnie - polskich kobietach, dzieciach i starcach ludzie, którzy do niedawna byli ich znajomymi, sąsiadami, współobywatelami, a teraz – ogarnięci szatańską żądzą zdominowania innego człowieka, odebrania mu człowieczeństwa, wolności, życia i własności, realizowali idee integralnego nacjonalizmu Dmytro Doncowa, jakoby w imię wolności dla nacji ukraińskiej postrzeganej z perspektywy rasistowskiej i faszystowskiej. 
Spotkałem się niedawno z oceną, że łączna liczba różnego rodzaju zorganizowanych ukraińskich oddziałów terroryzujących i mordujących – nie tylko polską - ludność na Kresach, wynosiła 60 tysięcy. To ogromna liczba ludzi, dobrowolnie stających po stronie zła, działających wbrew prawu naturalnemu, prawu Bożemu – a byli wszak wierzącymi, mieli w oddziałach kapelanów! Nie byliby jednak w stanie działać bez pomocy i oparcia w ludności miejscowej: za oddziałami „striłców” szły mordować oddziały „siekierników”, zaś niejednokrotnie za górką, niedaleko czekały furmanki i wiejska ludność żądna rabunku mienia po zamordowanych. 
W filmie dokumentalnym, który wczoraj był wyświetlany w Jarosławiu, reżyserii Pana Macieja Wojciechowskiego „Było sobie miasteczko”, traktującym o mordzie na polskich mieszkańcach Kisielina na Wołyniu (w tym rodzinie znanego kompozytora Krzesimira Dębskiego), współcześnie żyjąca Ukrainka wspomina: „My mieliśmy sąsiadów Polaków. Jak mojego ojca w 41 roku rozstrzelali Niemcy, to oni tak nam współczuli, przychodzili do nas, pomagali nam…To byli bardzo dobrzy ludzie. Nasi sąsiedzi byli dobrzy”. A inna Ukrainka dodaje: ”Żyliśmy lepiej z Polakami niż teraz z Ukraińcami. Ludzie nie są już tacy przyjaźni. Nie wiem czemu. Wszyscy przecież są już sami swoi. Już nie ma ani Polaków, ani Żydów, ani Niemców, nikogo obcego. Już przecież są tu sami Ukraińcy i jest jakoś nie tak.” 
Co sprawia, że wolny człowiek podejmuje decyzję o zniewoleniu, torturowaniu, w końcu zabiciu innego człowieka, tym bardziej „dobrego sąsiada”? Czy rzeczywiście jest wtedy wolny, czy raczej zamroczony i otumaniony narodowym fanatyzmem? Wszak w tak zwanym „Dekalogu ukraińskiego nacjonalisty” opublikowanym w 1929 roku, w punkcie siódmym napisał autor: „Nie zawahasz się popełnić największej zbrodni, kiedy wymaga tego dobro sprawy”. Ale jakież to „dobro” skoro u jego podstaw leży zbrodnia?
Na te pytania dziś sobie nie odpowiemy, zresztą nie tylko na te , ale i na inne, które przy tej okoliczności się nasuwają: 
Dlaczego uroczystości upamiętniające 200 tysięcy zamordowanych obywateli Rzeczpospolitej odbywają się tylko w niektórych, i niewielu miejscach w kraju?
Dlaczego obchody upamiętniające zbrodnię ludobójstwa na narodzie polskim organizowane są głównie przez organizacje społeczne i brak nad nimi patronatu kolejnych i kolejnych najważniejszych osób w państwie, mimo ich deklaracji podczas kampanii wyborczych?
W tym roku obchodzimy stulecie odzyskania niepodległości, w mediach często rozbrzmiewają pieśni patriotyczne. Jedna z bardziej znanych, „Czerwone maki na Monte Cassino” przekazuje nam następującą myśl: „Ta ziemia do Polski należy, choć Polska daleko jest stąd. Bo wolność krzyżami się mierzy…” Przyjmując tę metodę obliczania wolności za prawdziwą, a wiedząc, że ponad 1350 zbiorowych mogił polskich ofiar ludobójstwa na Kresach jest ciągle krzyżami nieoznakowanych, nie poświęconych, nie odmówiono nad nimi modlitwy za zmarłych - musimy zadać sobie pytanie o wymiar, prawdziwość i wartość naszej wolności, przynajmniej tej w wymiarze państwowym , narodowym…Obawiam się, że odpowiedź na tak postawione pytanie może mieć gorzki posmak…
Nie ulega natomiast wątpliwości prawdziwa wolność ducha, która skierowała Państwa kroki na tę smutną, ale ważną uroczystość, Szanowni Zebrani. Wszak nikt z Państwa – nawet jeśli sprowadził go tu obowiązek służbowy – nie został przez nikogo przymuszony. To raczej Wasze poczucie powinności chrześcijańskiej i obywatelskiej, zrozumienie wielkiej wagi wspominanych dziś wydarzeń i ich znaczenia dla losów obecnych i przyszłych pokoleń Polaków, a także zwyczajne umiłowanie Ojczyzny były czynnikami, które Państwa tu przywiodły. 
Kończąc swoje wystąpienie chciałbym przywołać wspomnienie, którym podzielił się z nami wczoraj Pan Krzesimir Dębski, po zakończeniu sesji popularnonaukowej w Jarosławiu: otóż kilka lat temu, sześcioosobowa grupa żyjących na Wołyniu lekarzy polskiego pochodzenia, przyjechała do Kisielina, w którym 11 lipca 1943 roku, UPA zamordowała 90 osób spośród zgromadzonych w kościele Polaków, zaś w dwa tygodnie później ukraińscy sąsiedzi porwali i zamordowali Leopolda i Anisję Dębskich – dziadków Pana Krzesimira. Lekarze ci, zorganizowali dla obecnych, ukraińskich mieszkańców Kisielina tzw. „białą niedzielę” – przyjmowali i udzielali bezpłatnych porad lekarskich pozostającym bez opieki medycznej ludziom, w tym zapewne i rodzinom zabójców Państwa Dębskich. Symboliczny wydźwięk tego wydarzenia jest wstrząsający, zaś szlachetność postępowania, zwycięstwo moralne i wymiar duchowy – wielki. Wskazana przez tę opowieść droga zwyciężania zła Dobrem, jest jedyną właściwą dla chrześcijanina, i wydaje się też być jedyną godną Polaka.
Dziękuję
Smutne, że nie wszyscy prelegenci zachowali niestety umiar w swych wypowiedziach, zapominając, że to nie czas i miejsce na polityczne potyczki :-(
Fot. Krystyna Szczypta

 
 
Wróć do spisu treści | Wróć do menu głównego